Agnieszka Bieniek - Wydrzyńska

Nazywam się Agnieszka Bieniek-Wydrzyńska.Urodziłam się w 1978 roku, wychowywałam w podbieszczadzkiej wsi. Po ukończeniu szkoły podstawowej postanowiłam pójść do szkoły plastycznej, jednak fatalny dojazd i miejsca wyłącznie w klasie rzeźby były argumentem przeciwko. Złożyłam dokumenty do Liceum Ekonomicznego, jednak w ostatniej chwili przeniosłam je do Technikum Budowlanego o profilu Konserwacja Zabytków Drewnianych, tam po raz pierwszy miałam możliwość zajrzenia za muzealny sznur i obcowania z prawdziwym rzemiosłem pokrytym patyną lat. Od trzeciej klasy technikum doskonale wiedziałam co chcę robić dalej: moim celem był Małopolski Uniwersytet Ludowy we Wzdowie, owiany legendami dworek hrabiego Ostaszewskiego i miejsce do którego zjeżdżali ludzie z całej Polski, a czasem i zza granicy, żeby uczyć się od mistrzów danego rzemiosła. Najbardziej zafascynowało mnie tkactwo (pod czujnym okiem pani Barbary Florek)  i rzeźba w drewnie (prowadzona przez Zdzisława Pękalskiego i Mariana Pażuchę), ale jako miejsce odbycia praktyki szkolnej wybrałam pracownię pisania ikon w Cisnej u pani Jadwigi Denisiuk. Cierpliwość i skupienie jakiego wymaga pisanie ikon jest świetnym ćwiczeniem dla zabieganych ludzi. W zasypanych śniegiem Bieszczadach, przy ciepłym kominku i w żółtawym świetle lampki odkrywałam tajniki gruntowania, złocenia, podmalówek.

Kiedy po kilku latach mieliśmy już własny, wymarzony dom na wsi postanowiłam spełnić moje marzenie: namalować kota techniką ikonową. Niektórzy mogą powiedzieć, że to profanacja, ale dowiedziałam się u źródła: sama ikona nie jest do końca ikoną, tylko dlatego, ze jest namalowana: pełnię uzyskuje tylko po pobłogosławieniu, więc koty malowane tą techniką są po prostu obrazami. Złocone czy nie, to wciąż kolejna technika malarska, nie blasfemia.  Kiedy nie mam ochoty siedzieć nad malowaniem kotów, pisze ikony, kiedy ikony zajmują już pół ściany, wracam do kotów, bo nawet „najmarniejszy kot jest arcydziełem. ” /Leonardo da Vinci/